Yerba Mate: First Encounter
Nie, nie.. to nie będzie o grach ;)
Wczoraj przyszła paczka z Yerba Store. Kubeczek nawet ładny.
Należało zatem kubeczek ochrzcić. No i zaparzyłem sobie jerbę w, chyba najbardziej, ohydny sposób: wsypałem do tegoż kubka i zalałem gorącą wodą. Bombillę zrobiłem ze słomki.
Pierwszy łyk: ależ paskudztwo! Ni to słodkawe, gorzkie pioruńsko i cierpkie. Pewnie można polubić (jak i zieloną herbatę)...
Z kawy i tak nie zrezygnuję.
±
Komentarze do wpisu "Yerba Mate: First Encounter":
1.
2007 10 10, 11:16:50
Pięknie zgraliśmy się w czasie na głównej. ;]
2.
2007 10 10, 11:18:36
co wy tak wszyscy z ta zdrowa herbata???? szczegolnie ze taka niedobra, ale kazdy musi sie przekonac osobiscie
3.
2007 10 10, 11:22:48
Odchudzanie…
4.
2007 10 10, 12:53:43
@any: jak dają za darmo to trzeba spróbować
5.
2007 10 10, 13:33:12
Jeśli zalałeś wrzątkiem, to zrobiłeś sobie paskudztwo. W tym przypadku tu nie chodzi o różnicę dla wysublimowanych podniebień, po prostu wrzątek wyciąga z tego paskudztwa. To już lepiej zalać zimną wodą (o dziwo będzie miało smak), a najlepiej optymalną.

Inna sprawa, że w prawidłowym stężeniu i przez rurkę, to ja jeszcze tego nie piłem… więc może wcale nie lubię Yerba Mate
6.
2007 10 10, 13:34:04
Napisałem, że zalałem gorącą, nie wrzącą
A jak Ty zaparzasz i pijesz?
7.
2007 10 10, 13:37:20
http://erwin.jogger.pl/2007/10/10/do-wszystkich-ktorzy-skorzystali-z-promocji-yerba-mate/
8.
2007 10 10, 13:42:06
https://hyperreal.info/taxonomy_menu/10001/9002/9031/9477 <- no i jeszcze tutaj garść informacji
9.
2007 10 10, 14:01:34
Dentharg: Ładuję do siteczka ile wlezie bez wysypywania (chyba 4-5 łyżeczek), siteczko wkładam do „nocnika” (taka szklanka-filiżanka z Duralexu, 0.5l) i zalewam zimną wodą (Żywiec Zdrój) do połowy sitka, tak, żeby zmoczyć całą Yerba. Gdy ugotuje mi się woda (w czajniku elektrycznym) dolewam do „nocnika” wrzątek tak, żeby nie lać po zielsku, ale żeby się woda wymieszała. Potem po prostu piję, bez żadnej rurki. Czasem przy tym pluję pojedynczymi fusami, co się wydostaną z sitka.

Podobnie zaparzam sobie Gunpowder. Miłośnicy tych napojów pewnie chcieliby mi za to zrobić krzywdę (może słusznie… muszę kiedyś spróbować jak należy), ale skoro mi to odpowiada, to chyba mogę?
10.
2007 10 10, 14:02:11
Gunpowder? A co to?
11.
2007 10 10, 14:06:57
Rodzaj zielonej herbaty. Od razu mówię, że gunpowder w saszetkach to fikcja, a to co jest w „zwykłych sklepach” w pudełkach, to nie najlepszej jakości/świeżości.
Dodaj komentarz: