My own personal enemy
Każdy ma chyba takiego własnego, osobistego, wroga.. I jak u większości, wróg ten kiedyś był kumplem.. przyjazny, służył dobrą radą, zawsze gotów do rozmowy..
Po czym wychodzi na jaw, że ów kumpel kłamie w żywe oczy, oszukuje i kopie dołki. Nie istnieje dla niego świętość, nie istnieje dla niego prywatność, a cała szczerość przybiera oblicze obłudy. Och jak bardzo wtedy pragnąłem nienawidzić! Fala wściekłości, która we mnie wtedy wezbrała, utworzyła wielkie ciśnienie - pragnienie zemsty. Och jak bardzo pragnąłem być wtedy mściwy i pamiętliwy. Mam zasadę "nigdy nie oddawaj, dopóki nie możesz przypierdolić dwa razy mocniej".
Czas mijał.. okazało się, że choć pamiętliwy jestem - to mściwy być nie potrafię; a bliskie mi osoby wykazały, że także nienawidzić nie potrafię.. Po całym zdarzeniu został jedynie ból zdrady, całkowity brak zaufania i osobista antypatia. Dzięki szczerości innych ból mija, a izolacja od tej osoby zmniejsza niechęć do niej.. Jednak pamięć zostaje - umysł i dusza pamiętają; wszakże są nieśmiertelne.. i tak naprawdę Wróg nie jest już Wrogiem.. słyszysz Wrogu?
±
Komentarze do wpisu "My own personal enemy":
1.
2004 04 30, 08:43:20
Wróg i tak zostanie Wrogiem. Nawet jeśli został nim przez przypadek czy złośliwość. Nic tego nie zmieni: ani czas, ani słowa, ani milczenie. Po poznaniu prawdy zostaje się z nią sam na sam.
Marne towarzystwo, ale lepsze takie niż żadne
Dodaj komentarz: