Dziś dzień minął w miarę.. spokojnie. Ale bez przygód się nie obyło. Bierze w niej udział osoba, która nie życzy sobie być wymienianą bezpośrednio, zatem będę ją konsekwentnie określał mianem pewna osoba. Dodam, że jest to pewna osoba, która pewnie ze mną pracuje :)
Przygoda zaczyna się od telefonu tuż po zakończeniu godzin pracy.. Pierwsze słowa nie mogę odpalić samochodu już zwiastują o czym ona będzie.. dodam, że samochodem jest maluch..
Owa pewna osoba znajdowała się w mieście oddalonym o ok 30 km od docelowej miejscowości. Zaopatrzywszy się zatem w pojazd z firmowej stajni, tudzież po sprawdzeniu obecności liny holowniczej, ruszyłem z kopyta ku pomocy.
Po drodze jeszcze zrobiłem (tfu, tfu, a kysz) dobry uczynek i zabrałem nieszczęsnego młodzieniasza, który oczekiwał na przypadkowy transport w kierunku, w którym i ja się poruszałem. Wysadziwszy młodzieniasza w jego miejscowości, nie pobrawszy dawanej opłaty za podróż, ponownie ruszyłem z kopyta ku pomocy.
Po dojechaniu do owej miejscowosci, wsadziłem pewną osobę za kierownicę i nakazawszy wrzucić bieg oznaczany literką R (rakietnyj) pchnąłem.. ku naszemu obopólnemu zdziwieniu pojazd ów mechaniczny zaskoczył za pierwszym razem. Uśmiechnąłem się tylko pod zgolonym wąsem i przymierzyłem się do odjazdu.
Lecz nie tak prędko mości pomocny Marcinie, co rusza z kopyta powiedział los.. Znaczy się rozwaliło się sprzęgło i pewna osoba została pozbawiona możliwości wrzucania biegów.
Zasadziwszy się kopytem o ziemię, ustawiłem oba pojazdy w sposób umożliwiający ich połączenie linią holowniczą. Przy okazji pobrudziłem swój sweterek, ze względu na konieczność bliskiego spotkania z podłożem.. podczepiwszy linę w dwóch miejscach (a jakże), ruszyłem powoli, ospale.. No i pojechaliśmy..
Jednakże ta upojna saga nie trwała długo.. pewna osoba w pewnym momencie podjechała zbyt blisko i lina wkręciła się w koło.. Po czym, po krótkiej jeździe lina owa uległa przetarciu. Krótko mówiąc szlag ją trafił..
Na szczęście moje i pewnej osoby w bagażniku pojazdu zwanego BMW (bardzo mały wóz) znalazła się kolejna lina. I ponownie zawiązawszy ją w dwóch miejscach i ponownie ruszywszy ospale.. (należy pamiętać, że znów sweterek został pobrudzony). Tym razem jednak to ja zasiadłem w pojeździe holowanym. I tym razem podróż trwała nieco dłużej..
Jednak radość nigdy nie może być przedwczesna.. Los chciał, że musieliśmy się zatrzymać ze względu na tir wystający z pobocza na jezdnię, a nie dający się ominąć w biegu. Pewna osoba poruszona tymże faktem, wystartowała ze stopu z nieco zbyt dużą prędkością.. i ponownie linę szlag trafił.. Na szczęście ta dawała się związać..
Z pewnymi kłopotami w czasie jazdy przez miasto (lina się rozwiązała), wreszcie dotarliśmy do punktu upragnionego -- tudzież mechanika. W międzyczasie został mi przyobiecany nowy sweterek w miejsce obecnego, zwichrowanego, tudzież usmarowanego.. Ubrudzeni, acz uśmiechnięci, wsiedliśmy z pewną osobą w sprawny pojazd, odwiozłem się do domu i przekazałem pojazd pewnej osobie
Zgadnijcie kto miał dokumenty w plecaku ;)
ciekawe jaki to będzie sweterek..