Po wekendzie

Przez prawie cały wekend nie miałem dostępu do Sieci, wrrr... i nie mogłem nic pisać.. No ale teraz jest już dobrze, to troszkę pouzupełniam

Wekend minął spokojnie. Zaczął się wcześniejszym urwaniem z pracusi w piątek, potem szybki obiadek i bum! Deska z żaglem na dach autka i fiuuu.. już byłem nad jeziorkiem. Po drodze jeszcze spotkałem swoją szefową, jak jechała przede mną czerwonym bolidem. Strąbiłem, bo nie chciała mnie zauważyć :) A co.

Idzie mi coraz lepiej na desce. Ostatnio zdarłem sobie tylko stopę, bo misie noga ześlizgnęła z deski i o coś-tam zahaczyłem. Nie jest źle, krwi nie było. Za to palce mam całe, nie pozdzierane. To już jakiś sukces.

Śmiać misie troche z brata chciało. Ostatnio jak wyjechaliśmy posurfować, szło mu znacznie lepiej. A w piątek, to tylko się kręcił na wodzie jak bączek. W ogóle nie czuł wiatru.. no ale to dopiero początki. Wreszcie miał dosyć (odpłynął jakieś 50 m od brzegu), położył się na desce i używając rąk jako wioseł, dopchnął się do brzegu. Tak czy siak -- płynął :)

Sobota.. taaak.. Spałem do jakiejś 9-tej. Wstałem, i od razu do komputerka.. Nadal nie ma sieci.. Nic to, zająłem się szkoleniem z DocBooka i badaniem, jaki to wycinek składni XSL-FO działa w FOPie. Skończyło się na java.UnhandledException (czy jakoś tak).
Już o 10 chcieli mnie znów nad jeziorko wyciągnąć.. Heheh! Byłem twardy, wyjrzałem za okno -- 0 wiatru -- i powiedziałem, że nie ruszam się z domu aż do 13-tej i jak wiatru nie będzie, to w ogóle się nigdzie nie ruszam. Stanęło na tym, że obiad było o 13-tej i nad jeziorkiem wylądowaliśmy w rodzinnej paczce ok. 14. Wiało tak sobie, ale popływać się dało. Pech chciał, ze ok. 16 przegnała nas burza..

Jak wróciliśmy do domku, to ponowiliśmy obiadek (a co) i wypiliśmy po drinku. Ponieważ tatko zrobił nam (sobie i mnie) ciut mocniejsze, to się słodko potem pospaliśmy :). A potem kawa, jedzonko i braciak przyniósł filmy.. Ludzie, T3 to kicha!.. i tak, gdzieś ok. 2, 2_30 poszedłem spać.. Czyli już była niedziela..

W niedzielę, jak to dzień świąteczny, świętowałem. Czciłem ten dzień śpiąc do 11. Potem już było śniadanie i obiad zaraz potem. Kawa i można wreszcie usiąść do kompjuterka.. I dalej DocBook, ciut Java. Wreszcie ok. 20 wróciła Sieć. I mogłem sobie pościągać dokumentację do Pythona. Nawet napisałem pierwszy skrypcik, hie hie.. Konwertuje znaki w Win-1250 do ISO-8859-2 -- służy mi do przerabiania napisów do filmów w Div-X :) Bo MPlayer jakoś tych windowsowych nie łyka..

A dziś poniedziałek i jestem w pracy. To dobrze. Dobrze jest sobie czasem popracować..

Komentarze do wpisu "Po wekendzie":

Jeszcze nie ma żadnych komentarzy. Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz:

Textile Lite włączony ( szczegółowy opis znaczników ):
*strong* | # lista numerowana | * lista wypunktowana | _em_ | __italic__ | "link":http:// | bq. cytat.